
VITURE Beast VR, które do nas trafiły, to jedyny taki sprzęt, który jest w stanie zmienić sposób, w jaki konsumujemy treści. Czy okulary mogą zastąpić telewizor?
Wyobraź sobie, że wyciągasz z kieszeni 170-calowy ekran OLED i nikt wokół Ciebie nie widzi, co oglądasz. Brzmi jak science-fiction? To VITURE Beast XR - po kilku tygodniach testów mogę powiedzieć jedno: ten sprzęt zmienił sposób, w jaki konsumuję treści.
Przez moją pracę mam dostęp do wielu, różnych urządzeń, które potrafią zaskakiwać i coraz trudniej zrobić na mnie wrażenie. Po kilku wizytach na targach technologicznych, naoglądałem się rzeczy, które miały być przełomowe i niesamowicie przemyślane, lecz rzeczywistość często bywała inna.
Nieco inaczej wyglądał mój pierwszy kontakt z okularami VR, które faktycznie mnie zauroczyły i stały się nieodzownym elementem mojego codziennego życia, jakkolwiek by to nie brzmiało. Dlatego ucieszyłem się, gdy w paczce przyszedł do mnie najnowszy model VITURE Beast XR, które są półką premium w tej kategorii, i potencjalnie, najbardziej zaawansowanymi technologicznie okularami XR, dostępnymi na rynku.
Co dostajemy na start?
Ale sprawdźmy, co tak naprawdę dostajemy na start. Całość przychodzi w małym opakowaniu, które nie mówi nam za dużo. W środku znajduje się sztywne etui na suwak, w którym znajdują się okulary oraz kabel USB-C w oplocie, ale do okularów wrócimy jeszcze później. 
W kartonie znajdują się także dodatkowe akcesoria, które pozwolą nam dopasować okulary, w taki sposób, żeby były po prostu wygodne. Mamy do wyboru kilka rozmiarów nosków, a także ściereczkę do wycierania okularów i coś, na czym mi zawsze zależy najbardziej. Niestety, bardzo nie lubię się z soczewkami, dlatego noszę cały czas okulary i tutaj jest to odpowiednio rozwiązane, ponieważ producent dokłada nakładkę ze szkłami korekcyjnymi. Z taką nakładką wystarczy udać się do optyka, który przygotuje odpowiednie szkła z naszą wada i tyle. W codziennym użytkowaniu kompletnie nie czuć tych nakładek i w żaden sposób nam nie przeszkadzają.
No dobrze, no ale jak to wygląda na twarzy? Same okulary wyglądają jak nieco przerośnięte okulary przeciwsłoneczne, więc nikt nie będzie wiedział nawet, że coś oglądasz, tym bardziej, że osoby z zewnątrz tego nie widzą. No dobra, zdradzić nas może w sumie kabel USB-C, który wystaje z tylnej części okularów i spokojnie, w etui jest schowany kabel, także nie trzeba nic dokupować.
Budowa VITURE Beast XR
Wykonanie jest bardzo dobre - stop aluminium i magnezu został pokryty cienką warstwą gumy, co zapewnia niebywałą, jak na taki sprzęt wagę, wynoszącą jedynie 88 gramów. Sprawia to, że okulary nie ciążą na nosie i nie męczą szyi, co ma niestety miejsce w przypadku klasycznych gogli VR. Szkła na froncie są elektronicznie przyciemniane i mamy do wyboru aż 9 stopni przyciemnienia, co przyda się, zwłaszcza gdy okularów chcemy używać np. w słońcu lub po prostu jasnym pomieszczeniu. 
Zarówno stopień przyciemnienia, jak i resztę parametrów, zmieniamy z poziomu okularów - nie potrzebujemy do tego dedykowanych aplikacji, wystarczy tylko że okulary są podpięte pod źródło obrazu i wszystko działa. Tuż obok znalazły się dwa, podwójne głośniki strojone przez HARMANN, obsługujące nawet dźwięk przestrzenny, który reaguje na ruchy głowy. Ciekawa jest też tutaj kamerka, która jest po środku i służy do przechwytywania przestrzeni ale spokojnie, jeśli ktoś boi się inwigilacji, producent dołącza także naklejki, które po prostu tę kamerę zasłonią.
Całość dopełnia elastyczna konstrukcja, która ma także opcję regulacji kąta nachylenia obrazu, co może się przydać gdy oglądamy coś np. na leżąco. Wracając jeszcze do portu USB-C - służy on nie tylko do przesyłania obrazu, lecz także do zasilania. Oznacza to, że nie musimy okularów ładować czy podpinać do powerbanka, i wystarczy podpiąć je po USB-C. Do czego? Do smartfona, steamdecka, laptopa - ogólnie do każdego urządzenia, które obsługuje przesyłanie obrazu po USB-C. Producent ma także w swojej ofercie akcesoria, które pozwalają podpiąć jeszcze więcej rzeczy, niestety jednak nie mam ich u siebie, także nie mogę ich pokazać.
Jak to w ogóle działa?
To chyba główne pytanie wszystkich osób, które widziały u mnie takie okulary. Zasada działania jest prosta - na szkła, które mamy przed oczami, wyświetlane jest odbicie ekranu, przez co nie ma efektu zmęczenia oczu od “patrzenia się” z niewielkiej odległości, a obraz wciąż jest wyraźny, nasycony i ostry. I tutaj nie mówię tylko o moich doznaniach, lecz także kilku innych osób, które sprawdzały u mnie Beast XR i u wszystkich wrażenia są bardzo zbliżone.
Zatrzymajmy się na chwilę przy liczbach, bo to właśnie one robią tu najwięszą robotę. Okulary wyświetlają obraz o ekwiwalencie aż 173 cali, w odległości 3 metrów od nas. Rozdzielczość to 1200p a odświeżanie do 120 Hz, także bez problemu można w nich grać. Jasność maksymalna, którą możemy ustawić, to aż 1250 nitów, także nawet na słońcu, przy przyciemnionych szkłach, wciąż widzimy dobrze. Za jakość odpowiadają panele Sony VisionPair, dzięki czemu nie mamy rozmytych krawędzi czy zniekształceń obrazu, co niestety często ma miejsce, zwłaszcza przy tańszych okularach XR. I spokojnie, mamy tutaj zapewnioną pełną ochronę oczu, także nawet przy dłuższym użytkowaniu, oczy się nie męczą. 
To jednak nie wszystko, bo prawdziwa magia dzieje się w oprogramowaniu okurarów. Sterowanie jest proste i intuicyjne, więc każdy sobie z tym poradzi. Trybów oglądania mamy ich kilka. Od trybu kotwicy, w którym obraz jest zawieszony w powietrzu, nawet gdy ruszamy głową, obraz zostaje w miejscu. Drugi tryb, to tryb w którym obraz podąża za nami i to jest tryb, z którego najczęściej korzystałem. Trzeci tryb to tryb małego okna, w ramach którego mamy mniejsze okno w rogu widoku, i możemy po prostu jednocześnie oglądać coś i wykonywać codzienne czynności. Pozostałe tryby to raczej dodatkowe bajery w postaci ultra szerokiego ekranu panoramicznego czy też tryb zamiany 2D na 3D - nie działa to idealnie w każdych materiałach, w niektórych wręcz mi przeszkadza trochę, ale sam fakt, że można coś takiego osiągnąć, wyłącznie za pomocą oprogramowania znajdującego się w okularach, jest to co najmniej imponujące.
Dla kogo takie okulary są?
No właśnie, to jest pytanie, które często nasuwa się wszystkim tym, którzy nie mieli doświadczenia wcześniej z takim sprzętem. Moim zdaniem odpowiedź jest prosta, dla każdego. Osobiście, pokochałem okulary XR za podróżowanie samolotem, gdzie nie jestem ograniczony do oglądania np. serialu czy filmu na telefonie, bądź małym, kiepskiej jakości ekranie w zagłówku, tylko zakładam okulary i mam porządny, duży wyświetlacz tuż przed sobą.
Poza tym, używam tego głównie wieczorami, jak chcę przed snem obejrzeć coś w łóżku i tak, wiem, nie jest to może nalepsze rozwiązanie ale to mój sposób na odreagowanie po całym dniu pracy, załatwiania spraw i w łóżku sprawdza się idealnie, zwłaszcza, że nie przeszkadza to mojej partnerce, która leży tuż obok. Jest tak, ponieważ nie ma żadnego świecącego ekranu, czy światła, które mogłoby ją drażnić, a głośniki są skierowane bezpośrednio do ucha, także jeśli nie odpalę niczego na połowę głośności, to także nic nie usłyszy.
No dobrze, ale nie może być przecież aż tak różowo, prawda? VITURE Beast XR musi przecież mieć jakieś wady. Jedną z nich jest wciąż ograniczenie technologiczne - okulary te przypominają okulary przeciwsłoneczne, ale są zwyczajnie grubsze od nich, także możemy zapomnieć o tym, że ktoś na ulicy uzna to za zwyczajną parę okularów. Druga kwestia to cena, która jest dosyć wysoka i wynosi obecnie 2599 złotych. Czy 2600 zł to dużo? Tak. Ale czy kupisz za to 170-calowy telewizor Sony OLED, który zmieścisz w kieszeni i zabierzesz do samolotu? No właśnie.
W tej cenie otrzymujemy jedne z bardziej, jeśli nie najbardziej zaawansowane technologicznie okulary XR, które posiadają wbudowany chip, przez co jest to coś więcej niż tylko zewnętrzny wyświetlacz. Jeśli dołożymy do tego sporo trybów wyświetlania, rozbudowane menu wraz z przyciemnianymi szkłami a także ogromny i jasny wyświetlacz, który wspierany jest przez łącznie 4 głośniki HARMANN, okazuje się, że ta cena nie jest aż tak wygórowana. I uwierzcie mi, miałem do czynienia także z podstawowymi, sporo tańszymi modelami, i jak chociaż raz skorzystacie z tych z półki premium, do której zdecydowanie należy VITURE Beast XR, to ciężko będzie wrócić do budżetowych rozwiązań.
A Wy? Widzicie dla siebie zastosowanie dla takich okularów, czy jednak wolicie klasyczny telewizor? Dajcie znać w komentarzach, czy technologia XR to według Was przyszłość, czy tylko ciekawy gadżet!


