PODPOWIEDZI:

Mówią, że to jeden z najlepszych małych aparatów. Dla kogo jest Sony A6700?

Mówią, że to jeden z najlepszych małych aparatów. Dla kogo jest Sony A6700?

Jakiś czas temu miałem okazję korzystać z Sony A6700. To najnowszy hybrydowy aparat APS-C japońskiej firmy, który wprowadza wiele zmian, które przybliżają go do półki profesjonalnej. Na co dzień siedzę w zupełnie innym obozie, pracując na sprzętach marki Lumix, więc byłem ciekaw, co może mi zaoferować konkurencja. Całkiem sporo.

Na nową serię małych bezlusterkowców fani Sony musieli długo czekać. Ostatni model wyszedł w 2020 roku. Przy tym jest bardzo dużo fanów linii hybrydowych APS-C tej firmy, nie powinno więc nikogo dziwić to, że bardzo ciepło przyjęto Sony A6700. Jakie są najważniejsze zmiany?

  • Nowy sensor (podobno rodem z FX30!),
  • W pełni obracany dotykowy ekran,
  • Poprawiony autofokus,
  • Możliwość nagrywania w 4K/120P,
  • Nagrywanie All-I,
  • Poprawiona budowa.

To nie jest typowa recenzja. Jeżeli chcecie dogłębnego spojrzenia na ten sprzęt, z konkretnymi - i być może niezbyt zrozumiałymi - testami, w sieci jest sporo miejsc, w których to znajdziecie. Spojrzę na Sony A6700 z perspektywy profesjonalisty-hobbysty. Trochę mniej zakręconego na punkcie tej firmy niż wszyscy. Czy to najlepszy aparat? Nie. Czy dobry? Tak.

Kup Sony A6700:

Sony A6700 oferta w Ceneo

To co mi się podoba w Sony A6700…

Sony A6700 trafił do mnie w zestawie ze standardowym obiektywem 16-55 F2.8. Dzięki temu z aparatu mogłem korzystać w różnych scenariuszach, od nagrywania ujęć w pracy, po mniej lub bardziej udane zdjęcia. Na mocowanie E jest sporo fajnych obiektywów, było z czego wybierać. W dodatku, jako że to nowsza konstrukcja, miałem pewność, że szkiełko wykorzysta pełnię potencjału body japońskiego producenta.

Sony A6700 z obiektywem widziany od góry

Body jest wykonane bardzo solidnie. Częściowo ze stopu magnezu, wytrzyma - z odpowiednim szkiełkiem - gorsze warunki pogodowe. Producent zadbał o sporo dodatkowych przycisków do zaprogramowania, a wszelkie pokrętła znajdują się tam, gdzie należy. Sporo można personalizować. Miło, że uchwyt jest nieco wydłużony. Wiele można powiedzieć o Sony A6700, ale nie to, że kiepsko trzyma się go w dłoni.

Jakość obrazu Sony A6700

Co ważne, wewnątrz znajduje się sensor podobno żywcem wzięty z Sony FX30, czyli profesjonalnego małego aparatu dla filmowców, a także aż dwa procesory. Bionz XR najnowszej generacji oraz dodatkowy, odpowiadający za inteligentny autofokus. Rozpoznaje wiele, od ludzi, przez pociągi po owady. Automatyczna korekcja ostrości działa diabelnie szybko i precyzyjnie, nawet w ciemnościach.

Sony A6700 sprawdzanie autofokusa przy pomocy kota

Sensor jest 26-megapikselowy. Robi bardzo szczegółowe zdjęcia, w dodatku może je zapisywać też w formacie lossless RAW. Różnica w stosunku do skompresowanych plików  tego typu jest niezauważalna i trudno mi to zaprezentować.

Warto zauważyć, że sensor prezentuje się swietnie pod kątem nagrań, czyli czegoś, na czym mi na co dzień bardziej zależy. Przede wszystkim wspiera 10-bitowe nagrania i ma minimalny crop w 4K przy 60 klatkach na sekundę (1.04 raza). W dodatku może nagrywać w tej rozdzielczości nawet przy 120 klatkach na sekundę. Niestety ze znacznym ograniczeniem wykorzystywanej powierzchni sensora.

Nowy sensor w aparacie Sony A6700, trzymanym w rękach

Wymaga to zresztą karty SD przynajmniej w klasie V60. Kupując ten model, będziesz jednak chcieć nawet V90. Za grube pieniądze. Wszystko dlatego, że aparat wspiera nagrywanie All-I. W skrócie chodzi o to, że każda klatka obrazu zapisywana jest w całości.

Ustawianie w menu Sony A6700 nagrywania All-I

To owocuje sporym bitratem, nawet do 600 megabitów na sekundę. Sprawa jest prosta: chcesz nagrywać profesjonalne wideo o nieskazitelnej jakości obrazu? Kupujesz kartę SD za kilkaset złotych. Zależnie od marki i pojemności, można wydać nawet pod tysiąc.

Zdjęcie gęsi zrobione przy pomocy Sony A6700

Producent zapewnił też dostęp do profili logarytmicznych dla łatwiejszego manipulowania obrazem w postprodukcji. Jest S-Log 3, jak w A6600, ale nowością jest też S-Cinetone. To nie profil logarytmiczny, nie pozwoli więc w takim stopniu, jak reszta, uratować kiepsko doświetlony obrazek, ale ma zdaniem producenta owocować lepszą plastyką, wzorowaną na profesjonalnych kamerach Sony Venice.

Suwak do wybierania trybów w aparacie Sony A6700

Dość istotnym dodatkiem jest też funkcjonalny slow-motion. Uzyskasz do niego dostęp w ramach ustawienia S&Q;, wybieranego dedykowanym pokrętłem. Z Sony A6700 nagrasz obraz nawet w 240 klatkach na sekundę. O ile jesteś w stanie zdzierżyć znaczne obniżenie jakości obrazu oraz rozdzielczość Full HD. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że przy odpowiednich scenach nawet gorzej wyglądające slow-mo jest lepsze niż jego brak.

Stabilizacja, mikrofon, aplikacja - Sony A6700 dla vlogera?

Myślę, że to świetny aparat dla bardziej ambitnego, półprofesjonalnego vlogera z kilku powodów. Przede wszystkim ma dość kompaktowe wymiary, jak na sprzęt APS-C przystało. Poza tym oferuje jedne z najlepszych możliwości nagrywania wideo w tym formacie. Co prawda All-I to zbędny dodatek na takim YouTube, ale funkcjonalny autofokus, profile logarytmiczne i niezłe możliwości w gorszym oświetleniu robią robotę.

Fotografowanie na dworze przy użyciu Sony A6700

To jednak nie wszystko. W Sony A6700 dobrze działa stabilizacja. Producent nie chwali się większymi zmianami w stosunku do poprzedniej wersji swojej małej hybrydy, ale dość powiedzieć, że po prostu działa. Przy nagrywaniu ujęć z ręki, zwłaszcza na szerszej ogniskowej, da się nagrać płynne filmy.

Różnica między S-Log, a korektą z nagrań Sony A6700

Dość funkcjonalny jest też wbudowany mikrofon. Wystarczy do typowego nagrywania ujęć z ręki w całej rozciągłości. Jeżeli to ci nie wystarczy, jest wejście i wyjście mini-jack oraz obsługa multi-interface na stopce. Sony produkuje dedykowane mikrofony, które wystarczy wpiąć w hot-shoe, aby uzyskać lepszą jakość dźwięku. Fajna, kompaktowa opcja, bez problemu w postaci dodatkowych kabli.

Finalnie świetnie działa aplikacja. Miłośnicy Sony doczekali się nowego oprogramowania na telefon. Creators App daje dostęp do szerokich możliwości regulacji ustawień aparatu, przeglądania zrobionych zdjęć czy nagrań oraz oczywiście komfortowego podglądu samego siebie, podczas dogrywania scen pod vlogi.

Aplikacja Creators App do użycia z aparatem Sony A6700, widziana na telefonie leżącym na słomianej macie

No i, co jest opcją dla leniuszków, producent dorzucił funkcję automatycznego kadrowania. Aparat automatycznie przybliży film na człowieka. Na przykład samotnego vlogera przed kamerą.

… i to co nie do końca

Nie wszystko jest jednak tak cukierkowe w przypadku Sony A6700. To porządny aparat hybrydowy, ale nie byłem nim w pełni usatysfakcjonowany. Nie tylko z oczywistej przyczyny - posiadania całej szklarni oraz przyzwyczajeń w stajni Lumixa. Przede wszystkim to dość drogi sprzęt. Możliwości ma niezłe, jak na tę półkę cenową, ale ta seria zawsze celowała bardziej w amatorów niż prosumentów. Dla nich prawie 7000 złotych to spora kwota.

Sony A6700 widziany z obiektywem od góry

Tylko, że zrozumiała. Mamy tu sensor z droższej kamery profesjonalnej, możliwość nagrywania w All-I, sprzętowo wspomaganą sztuczną inteligencję, która gwarantuje idealny autofokus… I ten aparat pod pewnymi względami tkwi w zawieszeniu między półką amatorską i profesjonalną. Dla przykładu jest tu tylko jeden slot na kartę SD. Nie wyobrażam sobie nagrywania odpłatnych materiałów bez jednoczesnego zgrywania kopii zapasowej.

Jeden slot na kartę SD w Sony A6700

Szkoda przy tym, że nie ma możliwości nagrywania przy niektórych ustawieniach z mniejszym bitratem. Na przykład: próbując sprawdzić w praktyce tryb Full HD 240 klatek na sekundę, możesz odbić się od wymogu karty SD w klasie V60.

Nagrywanie ekspresu przy pomocy Sony A6700

Sony A6700 to nie jest też kamera bez tych bardziej prozaicznych wad, nękąjących urządzenia elektroniczne. Zdarzają się bugi. Na przykład raz aparat całkowicie zaciął się podczas działania, pokazując niezmiennie ostatnią uchwyconą klatkę. Co ciekawe, autofokus nadal skupiał się na obiektach, wskazując je ramką na ekranie. Nagrywany film niestety się nie zapisał. Ciekawa sprawa w sprzęcie za 7 tysięcy złotych, co nie? Przez lwią część czasu jednak działał bez problemu.

Sprawdzanie temperatur przy pomocy miernika

Pewnym problemem objętym wśród fanów Sony swego rodzaju omertą jest kwestia temperatur. Wiele aparatów tej firmy po prostu się przegrzewa. Sony A6700 nie jest pod tym względem wyjątkiem. Przy teście nagrywania w 4K i 100 klatkach na sekundę, wystarczyło 10 minut, aby sprzęt przestał działać. Z włączonym ustawieniem zwiększającym tolerancję urządzenia na ciepło. 

Nie dziwię się. W najgorętszym miejscu obudowa miała około 54 stopnie i to już nie było zbyt przyjemne doświadczenie dla moich dłoni. Nie chcę nawet myśleć o tym, jak mocno rozgrzane były podzespoły. W pewnym stopniu rozumiem. To nie jest Sony FX30 z wentylatorem, a hybryda skierowana do półprofesjonalistów. Z drugiej strony, przy nagrywaniu dłuższego eventu sportowego lub nietypowych dynamicznych scen pod spowalnianie, można się solidnie zdziwić.

Zdjęcie Zosi zrobione przy pomocy aparatu Sony A6700

Nie wszystko jest też dla mnie w pełni przemyślane pod kątem menu i ustawień. Na przykład XAVC HS nie pozwala wybrać nagrywania w 25 klatkach na sekundę. Tylko 50 lub 100. Lub 24, jeżeli zmienimy region na NTSC.

Jest też niby ekran dotykowy, ale nie wykorzystuje się w pełni jego możliwości. Podczas przeglądania nagranych filmów nie da się ich przewijać przy pomocy obecnego w UI suwaka. Trzeba klikać fizyczne przyciski. Przycisk menu służy do cofania przy przeglądaniu menu, a to nieintuicyjna decyzja. W dodatku, z tego co się orientuję, nie do zmienienia.

Dodatkowe przyciski w aparacie Sony A6700

Dla kogo jest Sony A6700?

Sony A6700 to hybryda premium. Nie ma co ukrywać, japońska firma znowu wyprodukowała bardzo porządny aparat. Właściwie moje problemy z nim związane można sprowadzić do jednego. Ma problemy z samookreśleniem się. Wypełnia niszę, która być może nie istnieje.

Z jednej strony wypełniony jest możliwościami, z których skorzysta często wyłącznie osoba produkująca filmy w środowisku profesjonalnym. Z drugiej brakuje tu istotnych dla takiego twórcy dodatków, takich jak drugi slot na kartę SD lub lepsze rozprowadzanie temperatur. Za to jest tryb automatycznego cropowania.

Sony A6700 przy narzędziach na białym stole

Celując w półprofesjonalistów oraz amatorów, lub nawet osoby szukające po prostu B-Cama, Sony zdecydowanie przestrzeliło z tym modelem. Aparat jest przesadzony, bo ma po prostu za duże możliwości. Po co fanowi fotografii, portreciście lub vlogerowi możliwość nagrywania w All-I? Kto doposaży się w diabelnie drogie karty klasy V90? Czy ktoś narzekał na autofokus w poprzednich modelach APS-C? Gdzie wbudowany flash do awaryjnego doświetlania rodziny na wczasach w Grecji?

Nachylanie się z aparatem Sony A6700 w kuchni nad ekspresem

Wydaje mi się, że Sony A6700 to fajna zabawka dla bogatszych miłośników fotografii lub nagrywania filmów, którym zależy na kompaktowości, pokaźnej szklarni Sony oraz niezawodnym autofokusie. Profesjonalni fotografowie będą celować w pełną klatkę, filmowcy w dedykowane im rozwiązania, takie jak wspominany kilkakrotnie Sony FX30, a amatorom wystarczy poprzednia generacja APS-C tej firmy.

blog comments powered by Disqus
Mówią, że to jeden z najlepszych małych aparatów. Dla kogo jest Sony A6700?