Zestaw sprzedażowy Redmi Note 17 Pro 5G
Nie, nie mamy ładowarki, a konkretnie adaptera do ładowania i to akurat standard, który zawdzięczamy UE. Dostaliśmy za to przewód USB-C, kluczyk do tacki na kartę SIM oraz przyjemne, ciemne etui, które świetnie przylega do smartfonu i dość dobrze go chroni. Jest jeszcze “papierologia”, ale ja nigdy do niej nie zaglądam. Jak sądzę, wy również.

Mimo ogromnej baterii konstrukcja jest dość smukła
Sprzęt mierzy 8,65 mm grubości. Niby sporo, ale wcale tego nie czuć. Trzeba też pamiętać o ogromnym akumulatorze, który zajmuje przecież sporą przestrzeń. Waga to 225 gramów i to jest jak najbardziej ok pod takie gabaryty.

Plecki mają delikatne matowe wykończenie… ciekawe w dotyku i nie brudzące się. Konstrukcja jest teoretycznie kanciastą bryłą, ale jednak narożniki są zaokrąglone, przez co sprzętu używa się wygodnie. Przyciski mają odpowiedni skok, ale niekiedy trzeba je mocniej nacisnąć. Ja to lubię, jednakże dla kobiet może być to nie do końca wygodne. Na pleckach umieszczono niby prostokątny, choć zaoblony moduł fotograficzny. nie wystaje on zbyt mocno ponad obudowę, za co ogromny plus. Niestety, smartfon dalej kołysze się na biurku podczas użytkowania.

Redmi Note 17 Pro Max 5G uzyskał 5 gwiazdek SGS i certyfikację, która teoretycznie gwarantuje ochronę podczas upadków z wysokości 3 metrów. Fajnie, cieszę się, ale i tak nie radzę nim rzucać. Podobnie jak uważałbym go podczas kąpieli w wodzie. Jest tu co prawda norma IP68 i możliwość zanurzenia na 2 metry na 72 godziny, ale wszyscy wiemy, jak to wygląda. Wodoodporność to cecha, którą z czasem sprzęt częściowo traci przez przeróżne naprężenia. O trybie robienia zdjęć pod wodą wspominam więc czysto informacyjnie.

Skoro o informacjach mowa - mamy tu moduły 5G z opcją eSIM, Wi-Fi 6, BT 6.0 oraz NFC do realizacji płatności zbliżeniowych. Głośniki stereo oferują donośny dźwięk, dość czysty, ogólnie przyjemny dla ucha, jak na tę półkę cenową. Jest Hi-Res audio oraz Dolby Atmos, ale to nie koniec. Producent dodał też funkcję wzmocnienia głośności do 400%. Tak, faktycznie podbija to moc, ale jakość nieco wtedy spada Na koniec pochwalę haptykę. Wibracje są tu naprawdę na odpowiednim poziomie, a nawet oczko wyżej niż większość średniaków.
Ekran i biometria
Przejdźmy do ekranu, bo tutaj akurat miło się zaskoczyłem. Spodziewałem się, że będzie ok, ale jest znacznie lepiej. Mamy Panel AMOLED o słusznej przekątnej 6,83, który wyświetla obraz 1,5K z zagęszczeniem 447 ppi. Jest odświeżanie częstotliwością 120 Hz, a także świetna jasność na poziomie 3500 nitów w piku i obsługa 12-bitowego koloru

Co jeszcze? Cóż - 100% pokrycie palety DCI-P3, Dolby Vision, Certyfikat TUV i… szkło ochronne Gorilla Glass Victus 2. Ramki są niewielkie, a panel można pochwalić za responsywność. Z ekranu korzysta się przyjemnie.
Czytnik linii papilarnych ukryto pod wyświetlaczem i sprawował się całkiem dobrze. Nie jest to demon prędkości, jak niektóre sensory ultradźwiękowe, ale nie trzeba czekać zbyt długo na reakcję. Jeśli chodzi o precyzję - nie mam niczego do zarzucenia.
Wydajność i oprogramowanie
Wydajność to jedna z istotniejszych kwestii w telefonie. W Redmi Note 17 Pro Max 5G odpowiada za nią układ Qualcomm Snapdragon 6 Gen 5 oraz 8 GB RAM LPDDR5X. Pamięć na dane to 256 GB lub 512 GB i są to kości UFS 4.1, czyli bardzo szybkie. Skoro o szybkości mowa - smartfon pracuje płynnie i to nawet podczas mocniejszego obciążenia mediami społecznościowymi, grami oraz długimi sesjami fotograficznymi.

Nie odnotowałem przycięć w interfejsie, a animacje były gładkie. Jeśli chodzi o zarządzanie pamięcią, to w przypadku Xiaomi i Redmi bywa różnie, tutaj również. Aplikacje są dość agresywnie ubijane, a żeby powiadomienia z messengera dochodziły na czas, trzeba wybrać odpowiednie opcje w ustawieniach baterii. Smartfon jest wydajny, można pograć w wymagające tytułu, a RAM… to wiadomo - jak zawsze u Xiaomi i Redmi.
Androida 16 przykryto nakładką HyperOS 3.0. Myślę, że o tym oprogramowaniu powiedziano już prawie wszystko i w zasadzie możemy tylko krótko podsumować. Jest dość cukierkowo, ale bardzo funkcjonalnie. Szerokie możliwości personalizacji to niewątpliwy atut. Z istotnych dodatków trzeba wymienić rozwiązania, takie jak: pomiar tętna, rozszerzenia RAM-u, czyszczenie zamoczonego głośnika, blokada aplikacji oraz tak zwane podwójne aplikacje. Ta ostatnia funkcja pozwala sklonować np. Instagram i zalogować tam osobne konta - przydatne.
Możliwości fotograficzne
Główna jednostka fotograficzna to szeroki kąt ze światłem f/1.8 i optyczną stabilizacją obrazu. Mamy tutaj matrycę o rozdzielczości 50 MP. Powiem tak - ta seria nigdy nie była królem mobilnej fotografii, ale zazwyczaj otrzymujemy bardziej, niż akceptowalne fotki Tym razem jest podobnie, choć przy cenie, 2399 zł można spodziewać się więcej. Cóż, firma ewidentnie poszła w inną stronę i inne elementy były ważniejsze. Według mnie słusznie, ale wrócimy do tego przy omawianiu baterii.
Próbki zdjęciowe możecie obejrzeć w naszej recenzji wideo na kanale YouTube
Zdjęcia generowane przez wspomniany aparat są po prostu dobre. To taka szkolna czwórka z minusem. Niby jest ok, ale gdzieniegdzie brakuje detali lub coś jest zbyt mocno wyostrzone. Nie ma tu przewidywalności którą lubię, ale ogólny odbiór jest dobry i zdjęcia zadowolą większość typowych użytkowników. Dalej mamy ultraszeroki kąt f/2.2 współpracujący z matrycą 8 MP. To typowa szeroka jednostka w średniej półce cenowej. Nie jest źle i w sensownych warunkach da się docenić jakość, ale - jak mówiłem nie jest to sprzęt stawiający w 100% na fotografie.

Dotyczy to też aparatu do selfie, choć nie do końca. 32 MP oczko na przodzie działa nieco losowo. Za jednym razem generuje przyjemny obrazek, a za drugim razem nie zgadza się balans bieli a obraz wydaje się taki mleczny. Nie, to nie wina brudnego obiektywu.
Nieziemska bateria i 3 dni pracy na luzie
Przejdźmy do najważniejszego i weźmy na tapet baterię. To ogniowo krzemowo-węglowe o ogromnej pojemności, charakterystycznej dla tabletu. 9210 mAh daje nam w zasadzie trzy dni normalne pracy, a nie ukrywam, że da się tu wykręcić więcej. To jakiś kosmos, podobnie jak zapewnienia o tym, że kondycja baterii będzie "w normie" nawet przez 6 lat od zakupu.
Jeśli mówimy o ładowaniu przewodowym, to uwaga - do dyspozycji użytkownika oddano technologię HyperCharge o mocy 100 W. Oczywiście działa to tylko w ładowarkach zgodnych z PSS. Nie ma indukcji, co mocno mnie smuci, ale mamy coś innego, równie przydatnego. Mowa o ładowanie zwrotnym o mocy 27 W, co pozwala nam traktować smartfon, jak przenośny bank energii.
Podsumowanie
Podsumujmy krótko plusy i minusy. Mamy ogromną baterię, bardzo szybkie ładowanie, super ekran, przyjemny design oraz donośne głośniki. Zabrakło lepszego systemu foto i bezprzewodowego ładowania. Mimo to w cenie 2399 zł za start w opcji 8 + 256 GB to całkiem dobry wybór. Jeśli się pospieszycie i kupicie sprzęt od 17 września do 31 października, do zakupu możecie dobrać robot Vacuum S40C.



