PODPOWIEDZI:

Recenzja The Blood of Dawnwalker - Wampir, co nie boi się Wiedźmina 3

Czekaliście na grę, która wstrząśnie polskim RPG? The Blood of Dawnwalker właśnie to robi – i to z rozmachem, jakiego dawno nie widziałem! Debiut studia Rebel Wolves, stworzony przez weteranów Wiedźmina 3, to absolutny strzał w dziesiątkę: genialna mechanika presji czasu, która zmusza do podejmowania wyborów, porywająca opowieść o człowieku rozdartym między dwoma światami i świat, który wsysa na długie godziny bez reszty. Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych w Kotlinie Sangorskiej nie mam wątpliwości – to nie jest „kolejny Wiedźmin z wampirami", to coś, co ma szansę stać się nową perłą w koronie polskiej branży gier.

The Blood of Dawnwalker

Ocena VideoTesty.pl
Twoja ocena
0 GŁOSÓW
ZALETY
  • Unikalny system upływu czasu
  • Wciągająca, wielowątkowa fabuła z realnymi konsekwencjami
  • Świetnie napisani bohaterowie i rozbudowane zadania poboczne
  • Klimatyczny świat z ogromnym potencjałem na kontynuację
  • Wertykalna eksploracja i płynne poruszanie się postaci
  • Znakomita muzyka i polski dubbing
WADY
  • System walki
  • Techniczne niedoróbki: błędy graficzne, problemy z dźwiękiem, powtarzalni NPC
  • Nierówna oprawa graficzna, szczególnie modele postaci drugoplanowych
  • Niektóre wybory okazują się pozorne

TRZYDZIEŚCI DNI I NOCY, KTÓRE ZMIENIŁY MOJE PODEJŚCIE DO RPG

Zacznijmy od rzeczy, która wyróżnia The Blood of Dawnwalker na tle absolutnie wszystkiego, w co grałem w ostatnich latach: mechanika upływu czasu. W praktyce to rozwiązanie, które nie tylko działa, ale wręcz przedefiniowuje sposób, w jaki myślisz o zadaniach, decyzjach i priorytetach.

Masz trzydzieści dni i trzydzieści nocy na uratowanie rodziny. Każde zadanie, każda nauka umiejętności, każda znacząca interakcja z NPC-em – wszystko to kosztuje czas. Eksploracja jest darmowa, walka nie zabiera godzin. Możesz biegać po Kotlinie Sangorskiej, podziwiać widoki, szperać po jaskiniach i zbierać zioła do woli. Dopiero gdy aktywujesz konkretną aktywność, gra pokazuje ci, ile segmentów zegara pożre. Wtedy zaczynamy kalkulować czy daną rzecz chcemy wykonać.

The Blood of Dawnwalker​ - Wieś spokojna, wieś wesoła

Ta prosta zmiana wpływa na doświadczenie. Wiele gier naszpikowanych jest różnymi opcjonalnymi rozwiązaniami. To misje poboczne, to nauka rzemiosła czy zbieranie składników. Kosztuje to nasz cenny czas, który możemy przeznaczyć na wizytę przyjaciela z dzieciństwa, kosztem uratowania rodziny. Czy ta rozmowa wniesie coś do fabuły? Czy dowiem się czegoś, co pomoże mi pokonać głównego złego?

Właśnie dlatego ten system się sprawdza. Bo sprawia, że The Blood of Dawnwalker przestaje być grą o „zaliczaniu zawartości", a staje się grą o podejmowaniu decyzji. O tym, że nie da się zjeść i mieć cukierka.

The Blood of Dawnwalker​ - Piękna grafika

FABUŁA, KTÓRA WCIĄGA

Historia jak na debiutantów jest bardzo dobra. Nie należy jednak zapominać, że wielu utalentowanych twórców pracowało już nad innymi tytułami. Mocno wciągnąłem się w warstwę fabularną, ze względu na mroczną historię. Główny bohater Coen jest autentyczny i łatwo się z nim utożsamić. Dzięki swoimi specjalnym mocom, za dania może być człowiekiem, a w nocy wrakirem. Nie należy już do świata ludzi, ale nie jest też w pełni częścią wampirzej społeczności. Jest mutantem wśród obu – i to uczucie wyobcowania towarzyszy mu przez całą grę.

To opowieść o poświęceniu, o rodzinie, o tym, ile jesteś gotów oddać, by uratować tych, których kochasz. Jednak jest przede wszystkim, o cenie, jaką płacisz za własne wybory. Bo Coen nie jest idealnym bohaterem. Jest człowiekiem, który podejmuje decyzje czasem moralnie wątpliwe, czasem pochopne, czasem okrutne. Gra nie ocenia go za to. Nie mówi ci, co jest dobre, a co złe. Pokazuje konsekwencje i pozwala ci żyć z nimi.

The Blood of Dawnwalker​ - Dużo jest czytania książek i listów

Świat, w którym toczy się akcja, jest okrutnie realistyczny. Mieszkańcy Kotliny Sangorskiej, to nie szlachetni wieśniacy ani heroiczni buntownicy. To ludzie złamani, cierpiący, oportunistyczni. Tacy, dla których „dobry pan", to ten, który zapewnia pełną miskę. Gra w bardzo obrazowy sposób pokazuje mechanizmy manipulacji społecznej, wykorzystywania strachu i przemocy do kontrolowania mas. To momentami wręcz bolesne w swoim realizmie, zwłaszcza gdy uświadomisz sobie, że takie rzeczy dzieją się wokół nas cały czas.

Fabuła ma niestety wady. Poziom narracji bywa nierówny. Niektóre wątki romantyczne są tak banalne, że aż niezręczne. Niektóre dialogi w głównym wątku wypadają blado na tle znakomitych zadań pobocznych. Ale nawet z tymi wadami, to historia, która zostaje w pamięci. Historia, o której myślisz jeszcze długo po zakończeniu. Zabrakło mi też w dialogach archaizmów. Wszystkie rozmowy przypominają rozmowy z rzeczywistości, a tutaj mamy 14 wiek.

Sprawdź cenę testowanej gry:

Zobacz aktualną cenę gry The Blood of Dawnwalker​

ŚWIAT WYSYSA KREW

Kotlina Sangorska nie jest ogromna. Nie jest też przesadnie różnorodna, mamy tu bagna, góry, lasy, wioski i jedno większe miasto. Ale to, co twórcy zrobili z tą przestrzenią, zasługuje na uznanie. Świat jest gęsto wypełniony treścią, nie ma tu pustych obszarów, przez które musisz biegać bez celu. Co jakiś czas natrafisz na obóz wroga, jaskinię, ruiny, kapliczkę czy poboczne zadanie.

The Blood of Dawnwalker​ - Świat gry

Eksploracja to czysta przyjemność. Coen porusza się w sposób, który sprawia radość, płynnie przeskakuje płotki, wspina się na skały, a nocą może skakać po dachach, teleportować się na krótkie odległości i ślizgać po zboczach, używając pazurów. To elementy, które mocno zbliżają Dawnwalkera do innych dobrych RPGów. Jest system szybkiej podróży, jeżeli znudzi nam się odkrywanie rozległego świata.

Jest jednak jeden problem: ten świat momentami wydaje się zbyt grzeczny. Brakuje mi w nim tego poczucia niebezpieczeństwa, które towarzyszyło mi w Kingdom Come: Deliverance. Po kilkunastu godzinach stajesz się tak silny, że większość przeciwników nie stanowi wyzwania. Szkoda, bo potencjał był ogromny.

WALKA WYMAGA USPRAWNIEŃ

System walki opiera się na kierunkowych atakach, blokach i unikach – rozwiązanie znane z Kingdom Come: Deliverance. Kluczowa jest stamina, którą płacisz za każdą akcję, oraz perfekcyjne bloki, które pozwalają na kontratak i zwracają część wytrzymałości.

The Blood of Dawnwalker​ - Walka to niestesty słabszy element

Na papierze brzmi to dobrze. W praktyce niekoniecznie, przynajmniej przez pierwsze kilkanaście godzin. Potyczki są satysfakcjonujące, wymagające i dają sporo frajdy. Możliwość oddzielenia poziomu trudności RPG od poziomu trudności walki to świetny pomysł, który pozwala dostosować rozgrywkę do własnych preferencji.

Problem pojawia się po około dwudziestu godzinach. Gra nie wprowadza wystarczająco wielu nowych typów wrogów ani umiejętności, które odświeżyłyby rozgrywkę. Zdobywane umiejętności, to często kolejne warianty tego samego ataku, a walki jest po prostu zbyt wiele. Momentami miałem wrażenie, że twórcy starali się wydłużyć czas gry, wrzucając fale przeciwników w miejscach, gdzie wcale nie było to potrzebne.

Ciekawym rozwiązaniem jest natomiast podział umiejętności na te dostępne za dnia i w nocy, a także dwa zestawy ekwipunku. To wszystko nadaje rozgrywce unikalny charakter. Szkoda tylko, że wampirza forma, choć teoretycznie potężniejsza, okazuje się momentami zbyt silna, przez co walka wieczorem staje się zbyt łatwa.

TECHNICZNE ASPEKTY

Graficznie The Blood of Dawnwalker prezentuje się przyzwoicie, choć nie powala. Świat wygląda znakomicie: bujna roślinność, malownicze górskie krajobrazy, klimatyczne wioski i wnętrza robią wrażenie. Modele postaci to już jednak inna historia. Główna obsada wypada dobrze, ale postaci drugoplanowe bywają powtarzalne, a animacje twarzy i mimika potrafią rozczarować.

The Blood of Dawnwalker​ - Przerywniki filmowe starają się naśladować Wiedźmina 3

Muzyka jest niezwykle klimatyczna i mocno nawiązuje do Wiedźmina 3. Słowiańskie brzmienia przeplatają się z bałkańskimi i orientalnymi wpływami, tworząc ścieżkę dźwiękową, która idealnie podkreśla klimat świata. Są tu utwory mroczne i upiorne, ale też dynamiczne i podnoszące na duchu. Kilka kompozycji wywołało u mnie ciarki.

Polski dubbing to kolejny mocny punkt. Pełna lokalizacja została wykonana z rozmachem, a aktorzy – z Jackiem Mikołajczakiem na czele, spisali się znakomicie. Dialogi są zbyt nowoczesne, pełne emocji i czasem zaskakująco błyskotliwe. Zdarzają się momenty, gdy ton wypowiedzi nie pasuje do kontekstu.

Niestety, nie da się ukryć, że The Blood of Dawnwalker to gra, w której twórcy pasją zalepiali braki: czasu, technologii, budżetu. Widać to w wielu aspektach: powtarzalnych NPC-ach, błędach graficznych, sporadycznych problemów technicznych.

PODSUMOWANIE

The Blood of Dawnwalker nie jest grą idealną. Ma nierówną narrację, momentami nużący system walki, techniczne niedoróbki i kilka rozwiązań, które mogłyby być lepsze. Jednak mimo tych wszystkich wad, bawiłem się przy niej rewelacyjnie. To produkcja, która wciąga na długie godziny.

Rebel Wolves zadebiutowało z grą, która ma własny charakter i odważnie eksperymentuje z mechanikami. System presji czasu to rozwiązanie świeże, przemyślane i kapitalnie wdrożone. Świat ma ogromny potencjał, bohaterowie są wyraziści, wybory mają realne konsekwencje. Czuć, że to dopiero początek czegoś większego.

The Blood of Dawnwalker, to odmiana produkcja od Wiedźmina 3. Momentami nawet przewyższa tytuł od CD Project w niektórych aspektach. Być może stanie się początkiem nowej ambitnej serii. Warto dać szansę tej nierównej, ale fascynującej produkcji. Bo takie gry jak ta pokazują, że polska branża gier wciąż ma wiele do zaoferowania.

Na pewno postaram się powrócić jeszcze do The Blood of Dawnwalker. Wybrać inne wybory, zadania, aby zobaczyć co ciekawego zaoferuje mi jeszcze gra.

Ocena The Blood of Dawnwalker​ 4/5Rekomendujemy The Blood of Dawnwalker​

Sprawdź też poprzednie recenzje gier:

Recenzja The Blood of Dawnwalker - Wampir, co nie boi się Wiedźmina 3