PODPOWIEDZI:

Recenzja The Sinking City 2 - Krajobraz w czasie powodzi

Pierwsze The Sinking City było dość odważną produkcją. W dwójce postawiono na otwarte zalane miasto, które skrywa tajemnicę. Zmiana formatu nie okazała się zbawienna. The Sinking City 2 porzuciło duszę na rzecz czegoś znacznie bezpieczniejszego: kolejnego liniowego survival horroru w stylu Resident Evil. Solidny momentami horror, który nie potrafi ukryć, że jest jedynie w cieniu. Zapraszam do przeczytania recenzji!

The Sinking City 2

Ocena VideoTesty.pl
Twoja ocena
0 GŁOSÓW
ZALETY
  • Gęsta, niepokojąca atmosfera podtopionego Arkham
  • Klimatyczne, różnorodne lokacje (hotel, szpital, targ rybny, cmentarz)
  • Zagadki środowiskowe i logiczne
  • Zaskakująco dobry stan techniczny
  • Niektóre smaczki dla fanów Lovecrafta
  • Broń palna z odpowiednią masą i zróżnicowaniem
WADY
  • Porzucenie otwartego świata i detektywistycznego rdzenia na rzecz liniowości
  • Słaby, nużący system walki
  • Wymuszone areny bojowe z falami wrogów i odnawialnymi skrzynkami
  • Ciasny i irytujący ekwipunek bez grupowania przedmiotów
  • Znikoma ilość NPC-ów i interakcji z nimi
  • Wrogowie potrafiący pojawiać się znikąd
  • Zbyt duże podobieństwo do Resident Evil
  • Tanie jumpscare'y niepasujące do klimatu

STARA TRAUMA

Akcja The Sinking City 2 przenosi nas z Oakmont do kultowego Arkham, miasta znanego każdemu fanowi prozy Lovecrafta. To kluczowa zmiana, aby twórcy sięgnęli po popularne miasto, które wyryło się miłośnikom horrorów. Muszę przyznać, że udało im się wykorzystać ten potencjał.

Arkham w wydaniu Frogwares to miasto po powodzi o nadprzyrodzonym pochodzeniu. Woda pochłonęła niższe kondygnacje budynków, zamieniając ulice w grząskie kanały, a domostwa w gnijące pułapki. Większość mieszkańców została ewakuowana, pozostali to głównie szaleńcy i kultyści. Miasto jest trzecim bohaterem gry, momentami nawet ciekawszym niż dwójka głównych postaci. Znajdziemy tutaj sporo notatek, napisanych historii, a nawet tajemniczy podcast z opowieściami. Czytanie tych tekstów, obserwowanie tego, jak miasto zmieniło się od czasów jedynki, dawało mi sporo przyjemności.

The Sinking City 2 - Trochę tutaj mokro!

Niestety, potencjał tego miejsca nie został w pełni wykorzystany. Zamiast otwartego miasta, po którym możemy swobodnie pływać łódką i odkrywać kolejne zakamarki, dostajemy serię liniowych poziomów. Pierwsza połowa gry ma jeszcze trochę bardziej otwartą strukturę. Przemieszczamy się pomiędzy mniejszymi lokacjami. Często powracamy już do wcześniejszych miejsc. Dopiero w drugiej połowie gry, rozgrywka staje się całkowicie korytarzowa.

KULTYSTA I JEGO UKOCHANA

W The Sinking City 2 wcielamy się w Calvina, doświadczonego okultystę, który wraz z ukochaną Faye od zawsze interesował się zjawiskami nadprzyrodzonymi. Para próbowała odprawić zakazany rytuał, by dotrzeć do tajemniczej Krainy Snów. Jak łatwo się domyślić, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Faye zapadła w wieczny sen, a Calvin, choć świadomy, pamięta jedynie strzępki wydarzeń. Co gorsza, ich ukochane miasto zostało niemal całkowicie pochłonięte przez powódź, a wraz z nią do Arkham trafiły potwory. Są one w stanie zarażać obywateli i przejmować kontrolę nad ciałami.

Oczywiście co jakiś czas trafią na coś niespotykanego, ale ich doświadczenie bardzo pomoże w przetrwaniu horrorów Arkham. Calvin rzuca trafnymi komentarzami nawet w beznadziejnych sytuacjach. Jednak to jego motywacja pcha go dalej, uratowanie ukochanej za wszelką cenę. To sprawia, że kibicujemy mu przez całą grę, nawet gdy podejmuje wątpliwe moralnie decyzje.

The Sinking City 2 - Woda, woda, wszędzie woda

Historia opowiedziana w The Sinking City 2 momentami jest zbyt chaotyczna. Podawana w małych dawkach i niestety niezbyt interesująca. To taka zmiksowana wersja opowiadań Lovecrafta z miłosną historią. Całość przez pierwszą połowę to takie mini-opowiastki w formie zadań po drodze do naszego głównego zadania. Później jest trochę więcej fabuły i pojawia się odrobina ciekawych elementów. Finał całej opowieści należy jednak do bardzo udanych w grach spod znaku Przedwiecznych. Sanowi nagrodę za wytrwałość spędzoną w tym mokrym koszmarze.

Sprawdź cenę testowanej gry:

Zobacz aktualną cenę gry The Sinking City 2

TO MOGŁABY BYĆ KOLEJNA CZĘŚĆ RESIDENT EVIL

The Sinking City 2 to współczesny trzecioosobowy survival horror na wzór takich gier jak Resident Evil, Dead Space czy The Evil Within. Mamy więc grę akcji opartą na strzelaniu z ograniczonym ekwipunkiem i  z system rzemiosła. Amunicji ciągle będzie nam brakować.

The Sinking City 2 - Zdjęcie pamiątkowe

Walka jest bardzo sztywna i nie sprawia frajdy. Poruszanie się postaci jest drętwe, a lokacje są wręcz przeładowane przeciwnikami. To sprawia, że znaczna część gry nie jest straszna, ale po prostu męcząca. Pojedynki nie są emocjonujące i nie ma tutaj walki o przetrwanie. Mamy ograniczone surowce, ale wszędzie walają się materiały do craftowania amunicji i leczniczych miksturek. Problemem nie jest więc brak materiałów, ale to, że nasz ekwipunek mieści mało rzeczy i trzeba często robić podchody pomiędzy punktem bezpieczeństwa z magiczną skrzynią.

Walka sprowadza się do wycelowania w pomarańczowy element na ciele większości przeciwników i klepania uniku co jakiś czas. Przeciwnicy, gdy zaczniemy celować, telepią się na wszystkie strony, żebyśmy nie mogli łatwo trafić w czuły punkt. Ataki wręcz często nie działają poprawnie i zwyczajnie nie łączą się z wrogami stojącymi bezpośrednio przed nami. Kiedy natomiast żywy trup wstaje, potrafi odrzucić nas na ziemię. Sekwencje ogłuszenia są bardzo długie, a jednocześnie niezbyt groźne, ponieważ wrogowie zadają nam stosunkowo niewielkie obrażenia, a surowców przez większość czasu mamy dużo. Nie ma tutaj specjalnego napięcia wynikającego z tego, że każde trafienie może być naszym ostatnim. Znacznie częściej zwyczajnie irytujemy się, że Calvin przez kolejną chwilę nie reaguje na nasze polecenia.

Dobrze sprawdza się arsenał, który ma odpowiednią masę i używa się każdej zupełnie inaczej. Celowanie precyzyjne w słabe punkty przeciwników opłaca się. Do zestawu dochodzą przydatne kopnięcia dobijające potwory oraz szybkie uniki ratujące skórę w trudnych sytuacjach. Modelowi starć bliżej jest do serii Resident Evil.

Amunicji jest tu jednak bardzo mało i ten powracający problem wyznacza tempo całej gry. Bardzo szybko przestałem strzelać do wszystkiego na ekranie. Zacząłem kalkulować, czy dany potwór w ogóle jest warty marnowania dwóch cennych naboi. Taka oszczędna ekonomia działa sprawnie przez większość mrocznej przygody. Znacznie gorzej wypadają wymuszone starcia z falami wrogów na zamkniętych arenach. Twórcy dorzucają wtedy do pomieszczenia odnawialne skrzynki z zasobami. Głośne sekwencje przechylają całość w stronę zwykłej gry akcji i wybijają z ciężkiego klimatu.

NAJWIĘKSZY WRÓG

To nasz ekwipunek, a dokładnie jego organicznie. Miejsca jest niewiele, ale niektóre przedmioty zajmują sporo kratek. Wszystko działa na klasycznej siatce, chociażby znane z serii Resident Evil. Najgorsze jest to, że nawet przedmioty fabularne zajmują cenne miejsce! Zbierane apteczki uparcie nie chcą grupować się w wygodne stosy. Regularnie sterczałem nad magiczną skrzynią i decydowałem o porzuceniu użytecznych rzeczy. Ciągła presja bolesnego niedoboru pasuje do survival horroru, ale tutaj przekroczono delikatną granicę między pożądanym napięciem a irytacją.

The Sinking City 2 - Klimat Cathulu

W świecie gry sprytnie porozrzucano dodatkowe sakwy zwiększające pojemność inwentarza oraz przydatne ulepszenia do broni. Znajdziemy tam również magiczne odłamki snu potrzebne do odblokowania pasywnych talentów. Postać nosi maksymalnie cztery modyfikatory realnie zmieniające naszą rozgrywkę. Otrzymamy na przykład mniejsze obrażenia od potworów albo porcję dodatkowej amunicji z systemu rzemiosła. Bezpieczne pokoje zapisu rozstawiono po mapie całkiem rozsądnie, więc duży kufer z dobytkiem bywa zazwyczaj pod ręką.

OSZCZĘDNE ŚLEDZTWA

Fani detektywistycznych przygód z cyklu o Sherlocku powinni mocno obniżyć swoje oczekiwania. Z obszernego śledczego rdzenia jedynki pozostał zaledwie znany pałac myśli. Łączymy w nim zdobyte po drodze poszlaki, co zapewnia nam cenne odłamki snu. Rzadko pcha to jednak główną fabułę do przodu, ograniczając się głównie do opcjonalnej zawartości. Dużą radość dawały mi za to specjalne zagadki z zamkniętymi sejfami. Musimy w nich sprytnie odgadnąć kod dostępu na podstawie ukrytych wskazówek. W środku metalowej skrytki czeka zazwyczaj ciekawe ulepszenie naszej broni.

The Sinking City 2 - Bohaterowie

Tym, co dla mnie ratuje rozgrywkę, są zagadki i tak zwane dochodzenia. Nie są one przesadnie skomplikowane, ale wymagają trochę główkowania i fajnie wpisują się w klimat produkcji. Mamy na przykład sekcję z gadającymi mózgami, które posiadają informację na temat odpowiedniej częstotliwości, którą musimy ustawić. Z tym, że dane, które podają mózgi, są ze sobą sprzeczne. Trzeba przeanalizować informacje i odgadnąć kto kłamie. Tego typu wyzwania fajnie pasują do klimatu horroru i Lovecrafta, bo motyw żyjących mózgów umieszczonych w słojach pojawił się w opowiadaniach tego autora. Do tego sama zagadka jest niezła i wprowadza fajną odskocznię od średniego strzelania.

Eksploracja kolejnych poziomów została za to zrealizowana w bardzo przemyślany sposób. Cyfrowa mapa oznacza konkretne pomieszczenia na czerwono aż do momentu znalezienia wszystkich przedmiotów. Kolor zmienia się na niebieski dopiero po całkowitym wyczyszczeniu pokoju do zera. Oszczędza to mnóstwo bezcelowego błądzenia i dobrze wpisuje się w ogólny rytm zabawy. Niestety po ostatecznym zamknięciu rozdziału fabularnego nie wrócimy już do wcześniejszych lokacji. Jeżeli przegapiliście jeden dokument albo poboczne zadanie, zostaje wam wyłącznie rozpoczęcie nowej gry plus. Klimatyczne miejsca są tu odpowiednio gęste i aż proszą się o ponowną wizytę.

POWTARZALNOŚĆ I FRUSTRACJA

Możliwe, że największym zawodem w przypadku The Sinking City 2 są potwory, które staną na naszej drodze. Maszkary same w sobie nie są tragiczne, ale nie powalają pomysłowością. Głównym wrogiem będą tak zwane The Slither. To niekończące się robale, które wchodzą w ciała trupów i zmieniają ich w zabójcze bestie. Przez to najczęściej spotykanym przeciwnikiem jest po prostu wariacja zombie. To raczej kiepska wersja kultowego potwora, bo mamy brzydkie ludki z wielkimi pomarańczowymi bulwami. Później pojawiają się mutujące zombiaki, gdzie po odstrzelaniu im głowy nagle mogą nas atakować dziwnymi lotkami wystrzeliwanymi z szyi.

Wokół The Slither i tych zombiakopodobnych stworków kręci się jeszcze jeden ciekawy patent. Po zabiciu potwora z jego ciała wyłażą robale, które szukają nowej ofiary do wskrzeszenia. W założeniu to ciekawy patent na to, że przeciwnik staje się zagrożeniem nawet po jego uśmierceniu i trzeba szybko zdeptać robale. W praktyce dużo z tego elementu jest mega oskryptowane i deptanie nic nie da, bo dane trupy się przebudzą. Szkoda, bo wokół tego można by stworzyć naprawdę fajny motyw survivalowy w stylu wykorzystywania jakiegoś surowca, by powstrzymać przemiany trupiaków. Podobny patent całkiem dobrze sprawdzał się w innych survival horrorach. Tutaj niestety tego nie uświadczymy.

The Sinking City 2 - Strzelanie

Mamy też jeszcze wielkich brzydali plujących jakimś toksycznym gazem, znikające błotne stworki i coś bardziej z opowiadań Lovecrafta. W ogólnym rozrachunku jest raczej średnio, bo nie ma zbyt wielu typów przeciwników i walka z nimi nie jest interesująca, a bardziej frustrująca przez to, jak wszystko zostało zaprojektowane. Dla mnie od walki bardziej opłacalne było bieganie i unikanie ataków stworków. Działa to przez większość gry poza kilkoma sekcjami z przymusową walką z falami potworów.

MOCNIEJSZA STRONA GRY

Jedną z rzeczy, które w The Sinking City 2 wychodzą bardzo dobrze, są lokacje. Mamy podtopione miasto, opuszczony hotel, szpital, który był punktem ewakuacji i wyprawiano w nim jakieś dziwne eksperymenty, cmentarz czy targ rybny. Wizualnie prezentują się one bardzo dobrze i mamy ponury klimat wyniszczonych miejsc, gdzie żaden normalny człowiek by się nie wybrał. To fajnie buduje motyw tego, że Calvin zrobi wszystko dla swojej ukochanej i nic nie jest mu straszne. Przemierzanie lokacji ma super atmosferę i część z nich na pewno zapada w pamięć. Rwąca woda i deszcz podczas odwiedzin targu to istna poezja. Podobnie jest z pływaniem łódką przez fragmenty miasta i natrafienie na zdechłego wieloryba. Jest tutaj moc.

Do tego wszystko wygląda bardzo dobrze i śmiga na komputerze. Nie mam tutaj prawie nic do zarzucenia poza pewnymi problemami technicznymi. Natknąłem się co prawda na trochę bugów i glitchy w tym takie, które wymuszały wczytanie wcześniejszych zapisów. Nie trafiło się nic krytycznego i część z moich problemów może zostać załatana w przyszłości.

The Sinking City 2 - Trochę rozmów

Lokacje w The Sinking City 2 zostały zaprojektowane z poszanowaniem najlepszych prawideł gatunku metroidvania i klasycznego survival horroru. Gracz przemierza wiktoriańskie rezydencje, zatopione zaułki, opuszczone szpitale oraz trzewia kultystycznych świątyń, nieustannie odblokowując skróty, odnajdując klucze o specyficznych kształtach i rozwiązując środowiskowe łamigłówki. Poczucie izolacji potęgowane jest przez konstrukcję poziomów: woda bardzo często ogranicza pole manewru, zmuszając do brodzenia po pas w mętnej cieczy, w której czai się nieznane.

Frogwares zrezygnowało z prowadzenia gracza za rękę. Interfejs jest minimalistyczny, a mapa nie jest usiana setkami znaczników. Orientacja w terenie wymaga uważnej obserwacji architektury, czytania pozostawionych notatek i zapamiętywania charakterystycznych punktów orientacyjnych. To podejście buduje ogromną immersję i sprawia, że każde dotarcie do bezpiecznego pokoju z gramofonem pełniącym funkcję punktu zapisu wywołuje autentyczną ulgę. Świat jest ponury i szarobury, co z jednej strony wzmacnia poczucie beznadziei, a z drugiej zręcznie ukrywa techniczne niedociągnięcia.

OPRAWA GRAFICZNA

Wizualnie The Sinking City 2 to typowy przedstawiciel solidnej, rzemieślniczej średniej półki, która nadrabia braki budżetowe gęstym klimatem. Przejście na silnik Unreal Engine 5 nie uczyniło z gry technicznego cudu, widać tu typowe ograniczenia skromniejszej produkcji, a oprawa miewa swoje gorsze momenty. Mimo to wszechobecna zgnilizna, kałuże brudnej wody i rozpadające się drewno tworzą przekonujący, surowy obraz podtopionego Arkham. Gra nie zachwyca fotorealizmem, ale sprawnie operuje oświetleniem i brudną estetyką, by zamaskować graficzne kompromisy i zbudować ciężką atmosferę rozkładu. Rzec można, że surowość oprawy wizualnej naturalnie współgra z klimatem całej produkcji.

The Sinking City 2 - Krajobraz robi wrażenie

Na pochwałę zasługuje również oświetlenie: wiele z pomieszczeń w grze tonie w mroku, więc stale będziemy omiatać lokacje snopem latarki, sprawdzając, czy coś nie czai się w ciemnościach. Modele potworów zależnie od odwiedzanego miejsca wyglądają inaczej. Przykładowo model wroga w stroju boya hotelowego zobaczymy tylko właśnie w hotelu, podobnie jak kobiety ubrane w eleganckie suknie czy stroje pokojówek. Takie rozwiązanie z marszu zwiększa immersję i sprawia, że prawie wcale nie zauważa się powtarzalności przeciwników.

PODSUMOWANIE

The Sinking City 2 trochę przypomina mi zeszłoroczne Cronos: the New Dawn. Mamy niezły straszak z fajnym klimatem, ale słabym strzelaniem i rozgrywką, która nie do końca się sprawdza. Zagadki i elementy śledztwa, które zostały sprowadzone do roli dodatku zaliczanego tylko dla osiągnięć. Nacisk na walkę i strzelanie nie wychodzi grze na dobre, bo to najsłabszy element całkiem solidnej produkcji.

The Sinking City 2 to niezła produkcja. Taki średniaczek, w który lubię popykać jako fan grozy. Jednak grając w ten tytuł, miałem wrażenie, że Frogwares idzie w złym kierunku. Najmocniejsze strony studia to budowanie światów i zagadki. Te elementy sprawiły, że ich wcześniejsze gry zyskały grono wiernych fanów. Tutaj zostają one oddelegowane na dalszy plan, by zaserwować bardziej klasyczny, liniowy horror akcji.

Nie jest jednak tak, że The Sinking City 2 to niewypał. Nie jest to tytuł, który będę wspominał za kilka miesięcy. Naprawdę szkoda, bo wydaje mi się, że budowa na najlepszych elementach części pierwszej przyniosłaby studiu znacznie lepszy efekt. Zamiast tego mamy coś bardziej sztampowego i kolejnego naśladowcę Resident Evil.

Ocena The Sinking City 2 - Trochę tutaj mokro! 3.5/5

Sprawdź też poprzednie recenzje gier:

Recenzja The Sinking City 2 - Krajobraz w czasie powodzi