ROZBUDOWANA KAMPANIA FABULARNA
Star Wars Episode I: Racer to była prosta w założeniu gra, w której wybieraliśmy jednego z wielu kierowców i braliśmy udział w wielu przygotowanych wyścigach. Nie było tam żadnej historii po za staniem się najlepszym. Star Wars: Galactic Racer potrafi zaskoczyć, że w kampanii fabularnej jest dużo historii. Akcja rozgrywa się po upadku Imperium, w czasach Nowej Republiki. Wcielamy się w bohatera Shade’a, którego możemy nieco dostosować. Wybrać płeć, wygląd czy odpowiedni głos. Wyścigowiec ma osobisty konflikt z Kestarem Boolem, obecnym mistrzem Galaktycznej Ligi. Podczas przygody spotkamy kilka znanych postaci z uniwersum Gwiezdnych Wojen.

Między wyścigami poruszamy się po kameralnym hubie, gdzie rozmawiamy z rywalami, naprawiamy i ulepszamy pojazd oraz kupujemy części. To właśnie tutaj postaci poboczne plotkują o wydarzeniach i bohaterach filmowej sagi, miły smaczek dla fanów. Niestety te odcinki szybko się powtarzają. Same dialogi także często nie są interesujące. Dobrze, że zostały dodane do tego typu gry, ale często je po prostu pomijałem.
Sprawdź cenę testowanej gry:
WYŚCIGI W STYLU ROGUELITE?
Kampania ma strukturę rougelite i składa się z trzech etapów. W każdy przemierzamy kilka planet, wybierając odpowiednią ścieżkę na mapie. Wchodzą następują wydarzenia: zwykły wyścig, próba czasowa, wyścig eliminacyjny oraz tajemnicze spotkanie ze znakiem zapytania. Przegrać możemy na kilka sposobów: kiedy przekroczymy dozwoloną ilość kraks lub stracimy żeton. Wtedy zaczynamy wszystko od początku. Może to być bardzo irytujące, kiedy jesteśmy już pod koniec rozdziału i podwinie nam się noga. Tracimy niektóre ulepszenia, umiejętności i zestawy.

Początek jest bardzo wymagający. Pojazd na starcie jest słaby i gra za bardzo nie ułatwia nam zadania. W późniejszej części kampanii jest już znacznie lepiej. Znamy lepiej mapy, zagrożenia i mamy mocniejszy sprzęt do ściągania się. Niestety sama kampania robi się wtedy nieco monotonna. Pewien zgrzyt stanowi też fakt, że w zwykłym wyścigu przechodzimy do kolejnego etapu bez względu na zajęte miejsce, dopiero tryb eliminacji nadaje pozycji kluczowe znaczenie.

WARSZTAT I ZARZĄDZANIE POJAZDAMI
Mamy trzy podstawowe jednostki różniące się właściwościami. Skim Speeder jest niezbyt zwrotny, ale szeroki, więc świetnie sprawdza się w przepychankach. Speeder Bike stawia na prędkość i zwinność. Land Speeder to złoty środek, wystarczająco szybki i wytrzymały. Każdy model ma wiele wariantów, malowań i kolorów.

Za zdobyte kredyty wyposażamy ścigacz w kolejne podzespoły. Części dokupowane na bieżąco tracimy po opuszczeniu stawki, ale permanentne ulepszenia statystyk zostają z nami na zawsze. Trzeba rozsądnie rozporządzać zasobami i zdecydować, czy inwestować w akumulator turbo, czystą prędkość, hamulce czy mobilność. Opcji jest tak dużo, że interfejs bywa nieczytelny. Dochodzą do tego unikatowe umiejętności przypisane do stylów kierowcy, odblokowywane przez wyzwania i kamienie milowe.
INTENSYWNE WYŚCIGI
Wyścigi są świetne, intensywne i bardzo wymagające. Czuć prędkość, gdy włączymy dopalacz, ale trzeba uważać na silnik. Przegrzanie będzie oznaczać awarię pojazdu i może eksplodować. Mamy dwa dopalacze: standardowe turbo ładujące się z czasem oraz ramjet, aktywowany sekwencją przycisków, dający większego kopa, lecz przegrzewający silniki. To prosta mechanika zmuszająca do kalkulacji i podejmowania ryzyka, wiele razy przegiąłem i albo poleciałem w ścianę, albo bolid wybuchł. Kiedy już wszystko opanujemy, pozostaje spychać oponentów na peryferia toru, wykonując efektowne powalenia.

Wyścig zaczyna się od krótkiej minigry, w której kombinacją przycisków wywołujemy bonusy na starcie. Uderzenia w ściany i rywali uszkadzają części, a awaria uruchamia kolejną minigrę, jeśli ją zawalimy, usterka nie znika, dopóki nie naprawimy jej w hubie. Sterowanie jest logiczne, a klawiszologia przy driftowaniu robi się na tyle ciekawa, że można poczuć się jak w aucie z manualną skrzynią biegów. Przeciwnicy bywają bezlitośni i nie ma czasu na chwilę odpoczynku. Do dyspozycji mamy też zdolności defensywne i ofensywne: dysze ziejące ogniem, miny wybuchowe czy impuls elektryczny destabilizujący sprzęt wroga.
PLANETY PEŁNE NIESPODZIANEK
Turniej przenosi nas między sześcioma różnymi ekosystemami, z których każdy ma kilka wariantów tras. Piaszczyste Jakku to cmentarzysko imperialnych niszczycieli, Lantaana przypomina Ziemię zielenią i akwenami, a Sentinel One to jej przeciwieństwo z połaciami terenu zalanymi kwasem. Nie mogło zabraknąć legendarnego Tatooine, gdzie można wsiąść za stery kultowych podracerów z Mrocznego Widma.

Każda planeta ma własne zagrożenia zmieniające sposób jazdy. Na Crait czerwony pył zakłóca pracę dopalacza, na Ando Prime pojazd zamarza i traci sterowność, jeśli nie wjedziemy w ogrzewacze, na Sentinel I trasy biegną wzdłuż rzek kwasu, a na Lantaanie lawa przegrzewa silnik. Dlatego części dobieramy pod konkretną planetę, osłony pomagają przy kwasie, chłodzenie przy przegrzewającym się silniku. Tory wyglądają, jakby były faktycznie losowe, ich fragmenty zmieniają się między wyścigami na tych samych planetach, co walczy z monotonią. Najgorzej z czytelnością jest na Jakku, gdzie wśród wraków okrętów trudno odczytać, którędy biegnie tor.
TRYBY POBOCZNE
Poza kampanią mamy scenariusze, Arcade i multiplayer. Scenariusze to krótkie mini-kampanie, w których prowadzimy gotowe postacie z narzuconym pojazdem i zdolnościami. Arcade to próby czasowe z listami wyników znajomych. Na ten moment tryby poboczne wypadają nieco monotonnie i spodziewałem się ciekawszych, bardziej różnorodnych wyzwań. Same wyścigi są świetne, ale tryby powinny dawać coś więcej.
OPRAWA AUDIOWIZUALNA I WYDAJNOŚĆ
Gra wygląda efektownie i działa bardzo płynnie. Grając na komputerze nie uświadczyłem przycięć czy spadków płynności. Gra cały czas chodziło w 60 klatkach na sekundę, co jest bardzo istotne w przypadku takich prędkości, kiedy nie zawsze mamy wiele czasu na reakcję. Optymalizacja na bardzo dobrym komputerze przebiegła bez problemów. Oprawa graficzna robi wrażenie, szczególnie planety wyglądają pięknie.

Dźwięk silników i alarmów robi większą robotę niż muzyka, alarmy ostrzegają przed przegrzaniem i awariami, więc słuch pomaga w jeździe. Ścieżka dźwiękowa pełna jest epickich symfonii.
PODSUMOWANIE
Mam nieco odmienne odczucia co do Star Wars: Galactic Racer. Nie jest to zła gra, a całkiem ciekawy eksperyment, aby do gry wyścigowej dodać elementy roguelite. Spodziewałem się gry wyścigowej pokroju Star Wars Episode I: Racer a otrzymałem coś zupełnie innego.
Twórcy postanowili dodać historię, nowych bohaterów i nowe wymyślne pojazdy. Rozbudować system ulepszeń i trochę skomplikować grę pod względem poziomu trudności. Niestety w przypadku nowości niezbyt dobrze sobie z tym poradzili. Dialogi są o niczym i przerywniki filmowe trochę zabijają dynamizm wyścigów.
Mimo wszystko to jedna z ciekawszych zręcznościowych ścigałek ostatnich lat, łącząca szybkie, emocjonujące ściganie z roguelite'ową kampanią. Każda porażka ma konsekwencje, ale też coś daje. Trzy klasy pojazdów, planety z unikalnymi zagrożeniami i dobrze przedstawieni rywale sprawiają, że zalicza się wyścig za wyścigiem. Warto sprawdzić jak tęsknimy za wyścigówką z 1999 roku, ale miejmy na uwadze, że tutaj wiele rzeczy jest zrobionych inaczej.

Sprawdź też poprzednie recenzje gier:


